niedziela, 7 maja 2017

święta, koszmar, prezentyy

-WSTAWAJ!!- słyszałam jak przez mgłę. -Wstawajjj!!!-żadnej reakcji- Wstawajjjjj!!!- Ocknęłam się. Nade mną stało 3 Weasleyów: George Fred i Ginny, z łóżka obok spoglądał na mnie Harry z Ronem.
-Dobra co się stało?- zapytałam, choć dobrze wiedziałam co zaraz usłyszę
-No strasznie krzyczałaś i nieraz mówiłaś jakieś dziwne zdania np.
-"Zostaw mnie", "Daj mi spokój proszę", "Jestem za mała", "Czemu ja" -wcięłam się w zdanie Ginny
-Zgadza się, chcesz nam wyjaśnić skąd to wiesz?-spytał Ron
-Echh... no dobraa a więc- wzięłam głęboki wdech, spojrzałam po wszystkich- ale zamierzacie tak stać nade mną?- wszyscy usiedli, ja się podniosłam z pozycji leżącej i też usiadam- wiedziałam, że kiedyś do tego dojdzie, ale nie wiedziałam, że w takich okolicznościach, trudno mi o tym mówić, ale wiem że wam mogę to powiedzieć.-Wzięłam następny głęboki wdech-Jak byłam mała, tuż po tym jak Snape przygarnął mnie do siebie, miałam potężnego doła, oparcie mogłam znaleźć tylko i wyłącznie w nim, niestety musiał wyjechać, nie wiedziałam co ze mną będzie tęskniłam za rodziną, wiedziałam, że moja siostra tam gdzieś jest z rodzicami i jest jej dobrze, a ja? Ja będę sama. Jednak myliłam się.- zrobiłam pauze, żeby napić się wody, chyba krzyczenie przez sen mi nie służy- Przybrany ojciec zawiózł mnie do wielkiej rezydencji, na pierwszy rzut oka wydawała się chłodna, przytłaczająca, wielka, pusta i strasznie ponura. Przy drzwiach przywitało mnie dwójka dorosłych ludzi, mężczyzna w długich blond włosach, kobieta w blond włosach z ciemnymi na grzywce i z tyłu głowy, za nimi lekko przestraszony chował się chłopak jakoś w moim wieku, też blondyn. 
"Wernis jest to Pani Narcyza, Pan Lucjusz i Draco, no już idź się z nim zapoznaj dorośli muszą porozmawiać" powiedział do mnie Snape. Podeszłam nieśmiało do Draco i szybko złapaliśmy wspólny język, spędziłam tam miesiąc, dwa, byłam grzeczna, ale ciągle ciekawił mnie jeden pokój, do którego nikt prócz Lucjusza mnie miał wstępu. Pewnego dnia obudziły mnie krzyki właśnie z tamtego pokoju, ja jako odważna 11 latka weszłam tam, to co zobaczyłam przeraziło mnie. Pokój był cały czarny, ze świecącymi się czarnymi kafelkami na podłodze i do połowy ścian. Na środku stał wielki stół a na około stołu szafki z różnymi narzędziami. W pokoju stał Lucjusz ubrany też na ciemno, pokój oświetlało może z 5 świec. Lucjusz nachylał się nad czymś co przypominało ciało człowieka, ale owłosionego, w ręku trzymał wielki skalpel. Mówił coś po łacinie i zbliżał się do tego czegoś co i tak już było zakrwawione. Wydałam z siebie mały pisk. Niestety on to usłyszał, zmierzał w moja stronę złapał mnie, ja stałam jak wmurowana. Wziął mnie na ręce, posadził koło tego czegoś ja zaczęłam krzyczeć ze ma mnie zostawić, a on przybliżał do mnie skalpel, krzyczałam, że jestem za mała, a on wręczył mi skalpel i kazał obciąć temu czemuś ucho. Zapłakana nie chciałam tego robić, on zaczął do mnie krzyczeć, już miał mnie uderzyć, ale w weszła nagle Narcyza i go powstrzymała a ja zemdlałam, Obudziłam się rano. Bałam się zejść na śniadanie, ale w końcu Narcyza przyszła do mnie. Rozmawiała ze mną długo, aż w końcu wytłumaczyła, że to było martwe już magiczne stworzenie, potrzebne do eliksirów różnego rodzaju jakie sprzedawali. Ja byłam specyficznym dzieckiem i mimo, że mnie to przerażało jednocześnie zaciekawiło. Przez kolejny miesiąc siedziałam tam z Lucjuszem i uczyłam się sporządzania eliksirów, za obietnicą, ze nigdy nie będę musiała patrzeć jak przecina zwierze. No i mimo, że oswoiłam się z tą myślą to nadal co jakiś czas powraca do mnie ta scena w snach.-wszyscy patrzyli na mnie jak wryci, Fred mnie przytulił. Po chwili wszyscy rozmawiali już normalnie. Była godzina 6 więc postanowiliśmy już się nie kłaść, przypomniałam sobie o moich fasolkach wszystkich smaków, więc graliśmy w co to za smak. Ja nie wylosowałam najgorszych smaków miałam:truskawkowe, morelowe, o smaku trawy, orzechów, kurzu, kaktusa, i błota. Najgorzej jak zwykle miał Ron trafił na fasolki o smaku: poru, oliwki dla dzieci, gipsu, brudu spod paznokci, i jedyna dobra była o smaku czekolady. Na najgorsza z wszystkich trafił Fred czyli o smaku wymiocin, Śmiałam się z niego a on się obraził i wyszedł. Wybiegłam za nim. 
-Co Ci? Myślałam, że masz ten dystans do siebie- Ustałam przed nim ze smutną i jednocześnie lekko wkurzoną miną
-To był tylko pretekst żeby Cię wyciągnąć od nich i pobyć samemu- objął mnie w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował. Poszliśmy do niego do pokoju i gadaliśmy, wygłupialiśmy się aż w końcu usłyszeliśmy zawołanie na śniadanie. Szybko poszła się ubrać. Ubrałam szare marmurki, ciemną bokserkę i na to czerwoną rozpinaną bluzę w świąteczny wzorek. Zbiegłam razem z Ginny na śniadanie, ubrana była wręcz identycznie tylko miała niebieską bluzę, jak zobaczyłyśmy siebie to wpadłyśmy w śmiech. Śniadanie szybko zjedliśmy, razem z Ginny poszłyśmy pomagać w posprzątaniu po chwili mieliśmy czas wolny. Szukałam Freda, nie wiedziałam gdzie jest, pytałam się Georga on tylko zmieszany powiedział, że nic nie wie i że przecież nie jest jego cieniem. Wydało mi się to podejrzane, ale koniec końców dałam sobie spokój i wzięłam się za pakowanie prezentów. Zeszło mi dobre 3 godziny. Każdy prezent jako perfekcjonistka zawijałam kilka razy, zmarnowałam przy tym tonę papieru, Pani Weasley jak zobaczyła, że przynoszę tyle papieru śmiała się, że będzie czym palić do końca zimy. Szukałam Freda, nigdzie go nie było, zaczynałam się już denerwować, ale stwierdziłam, że jest dorosły i może robić co chce, jednak przez moją głowę przechodziło dużo wizji, że mnie zdradza etc. Poszłam trochę posiedzieć do Ginny i pomogłam jej z prezentami. Tuż przed wigilią poszłam się przebrać w moją czerwoną sukienkę (w tą co zabronił mi kupować Snape). Ginny ubrała czarno czerwoną sukienkę z dekoltem, chłopcy i Pan Weasley byli w koszulach, a Pani Weasley w pięknej zielonej sukience podkreślającej rudość jej włosów, ślicznej w swej prostocie, ale oczywiście przepasaną fartuchem, najpiękniej wyglądała oczywiście Fleur w niebieskiej sukience rozkloszowanej z szpilkami też tego koloru, wyglądała jakby ktoś zdjął kawałek letniego nieba i uszył z niego suknie. Wigilia przebiegła jak zawsze w rodzinnej atmosferze, ale nie udało mi się porozmawiać z Fredem gdzie był, rozmawiałam z nim tylko w trakcie dzielenia się opłatkiem, ale i tak mi zaraz ktoś go wyrwał. Przyszedł czas na rozdawanie prezentów. Ja dałam Pani Weasley zestaw szydełek i drutów różnych rodzai, Pan Weasley 3 identyczne telefony komórkowe jeden do rozebrania, jeden do nauki obsługi a trzeci w razie co gdyby popsuł resztę. Bill i Fleur dostali zestaw talerzyków deserowych do ich nowego domu oczywiście w kolorze niebieskim no i dodatkowo Fleur dostała niebieską opaskę do włosów z niebieską lilią. Ronowi dałam kolaż ze zdjęciami jego i Hermiony w ramce z Irlandzką drużyną quidditcha, Charli nowe rękawice ze skóry smoka, Percy kociołek z grubym denkiem z najnowszej kolekcji czasopisma "kociołki i rondelki do eliksirów" Ginny koszulkę z napisem "najlepsza z najlepszych" i nową klatke dla jej puszka pigmejskiego, Harry najnowsze wydanie książki o Irlandzkiej drużynie Quidditcha. George dostał nową szatę do quidditcha, a Fred zdziwiony i bardzoo zadowolony dostał nową miotłę Nimbusa2005. Wszyscy byli onieśmieleni tymi prezentami, było im głupio nie chcieli ich przyjąć
-Jak nie przyjmiecie tego obrażę się i pojadę do Malfoyów, już tu nie wrócę, wiem że nie macie funduszy na takie prezenty i normalnie byście czegoś takiego sobie nie kupili, chciałam wam sprawić przyjemność, w tym też rzecz, że to nie były moje pieniądze dostałam do Severusa dość dużo galeonów do przeznaczenia tylko i wyłącznie na prezenty, tym bardziej, że teraz mnie żywicie to czuje się zobowiązana.
-Dobrze Słońce, ale prosimy bardzo, abyś już nigdy się tak nie wygłupiała- powiedziała Pani Weasley- no już otwórz swoje prezenty- nie chciałam ich otwierać przy nich ale jednak byłam zmuszona. Dostałam swój pierwszy sweter Pani Weasley koloru zielonego z literką żółtą cieszyłam się z tego jak głupia.Ron dał mi plakat z Irlandzką drużyną quidditcha Ginny dała mi mały własnoręcznie wykonany organizer na biżuterie, George paczkę moich ulubionych cukierków karmelowych, ale opakowanie było wcześniej otwarte więc boje się, że dorzucił tam trochę gigantojęzycznych toffi, Bill i Fleur podarowali mi łańcuszek z niebieskim wisiorkiem, Percy najnowsze wydanie prawa czarodziei, Charli małą żywą figurkę czerwonego smoka, a od Harry'ego dostałam pelerynkę z napisem Weasley, Fred wręczył mi zapakowaną w papier mała kartkę z napisaną godziną, datą i współrzędnymi, podejrzewałam, że to ma byś miejsce gdzie mamy się spotkać. Jeszcze długo siedzieliśmy razem, rozmawiając, śmiejąc się aż w końcu wszyscy poszliśmy spać. Harry był tylko jakiś nie w sosie.

Miejsce spotkania? Co z Fred robił? Czemu Harry był załamany??
Do przeczytania!!!







środa, 20 lipca 2016

prezenty, łzy i śmiech

Gdy się całowaliśmy do pokoju wszedł George.
-Ło ło ło!! Jak planujesz rozprawiczyć mojego brata to idźcie na jego łóżko i ja mogę wyjść
-Weź daj spokój i choć!!- Geroge się zaczął śmiać usiadł koło nas i wtem wypaliłam - i tak nie wierze, że jest prawiczkiem
-Co? Czemu?- zapytał obrażony Fred
- No po prostu, wy chłopacy, których pożąda z 60% damskiej części szkoły i z 5% męskiej i prawiczki? Wątpię ze nie skorzystaliście z takiej okazji żeby nie przespać się z którąś.
- No masz racje, ja mam długo Angelinę więc no wiesz już dawno nie jestem. A ten tu o od 2 lub 3 lat latał za taką jedną dziewczyną i choć miał w trakcie z 3 żeby zastąpić to uczucie ale nie udało mu się no aż w końcu  zarwał ta jedną za którą latał i no jest z nią -powiedział George a mnie zatkało. No ale jak to? Na serio aż tak długo Fred za mną latał?
-Fred emm to prawda?- spytałam się Freda a on złapał buraka i kiwnął głową potwierdzająco. Zdziwiło mnie to no ale cóż  nie ma co narzekać! Trzeba się cieszyć!!! Resztę wieczoru rozmawialiśmy o tym co mogę kupić innym Weasleyom na święta tak dowiedziałam się żeby Panu Weasleyowi najlepiej kupić coś mugolskiego, Pani Weasley nie kupować włóczki bo kiedyś wygrała dożywotni zapas. Jakoś koło godziny 23 poszłam się położyć spać. Wchodząc do sypialni gościnnej obejrzałam się a Harry'ego nie było nigdzie. No nieźle się bawią z Ginny tym bardziej że małe zawiniątko gdzie były "płatki róż" zaginęło. Położyłam się spać bo no cóż o 6 wstajemy śniadanie i na pokątną!!

Nastał ranek, oczywiście nikt nie mógł dobudzić bliźniaków. Pani Weasley była przerażona moim sposobem, ale zadziałał. Duże wiadro wody i chlup bliźniacy od razu umyci i obudzeni. Po śniadaniu wszyscy ruszyliśmy na pokątną. Siecią Fiu podróżowaliśmy parami, widzielibyście zdziwioną minę Pani Weasley gdy Fred chciał lecieć ze mną a nie z Georgiem, ale jeszcze trochę i im wszystko wyjawimy. Ja ubrana w czerwony zimowy płaszczyk z czarnym szalikiem do tego czarne rurki i czarne adidasy wyglądałam śmiesznie przy Fredzie w czarnej kurtce i zielonych spodniach i takich samych butach. Czy śmiesznie to nie wiem ale jak para elfów na pewno. Z czasem wszyscy dotarli na pokątna i mieliśmy się rozdzielić a za 3 godziny spotkać się w umówionym miejscu. Szybko pociągnęłam Harry'ego za ramie ale ten mądry nie wziął plecaka z peleryną. No cóż musieliśmy sobie radzić bez niej. Szybko znalazłam prezent dla Pani Weasley, Ginny, Rona, Percy'ego, Billa i Charlie'ego zastali mi tylko bliźniacy bo dla Pana Weasleya  mam już prezent w pokoju (przyszedł rano sową). Czas na bliźniaków w tym oto świetnym momencie pojawił się koło mnie Fred
-Cześć piękna- pocałował mnie -szukam cię od 20 minut. Za 30 minut mamy być w księgarni.
-Wiem, ale mam jeszcze 2 rzeczy do kupienia.
-To pójdę z Tobą -powiedział Fred
-Jak musisz- powiedziałam zrezygnowana. Poszliśmy do jednego ze sklepów i bach zobaczyłam to co chciałam, ale jak tu zapakować i kupic tak dużą rzecz nie zwracając uwagi Freda. Szybko wymyśliłam, szybki czar zwiększająco zmniejszający na plecak i bajabongo!!! Teraz trzeba się na 5 minut pozbyć Freda
-Kochanie?? Pójdziesz mi po Fasolki Wszystkich Smaków? Tu masz pieniądze- podałam mu odliczoną kwotę
-Dobrze, ale się mi stad nie ruszaj
-Oki-uśmiechnełam się a Fred poszedł na zakupy. Szybko wskoczyłam do sklepu i jeszcze szybciej zapłaciłam i prezent dla Freda znalazł się w torbie. I w ostatnim momencie zobaczyłam coś dla Georga.
-Co ty tu wyprawiasz? Miałaś na mnie czekać!-krzyknął do mnie rudzielec
-Znalazłam prezent dla Georga
-Co niby?
-To-wskazałam na pelerynę do quidditcha, stara mu się porwała na ostatnim meczu.
-Dobry pomysł- Fred przymierzył na siebie pelerynę zapłaciłam 10 galeonów i poszliśmy pod księgarnie. Ostatnią osobą jaka przyszła była Ginny. Zaraz ruszyliśmy do domu Weasleyów.
Przede mną jeszcze jedno wyzwanie dzisiaj powiedzieć rodzicom Freda o nas. Siedząc przy obiedzie z Fredem stwierdziliśmy, że to ten moment.
-Przepraszam, że przerywam rozmowę-wtrąciłam się w zdanie Pana Weasleya
-ależ nic nie szkodzi słoneczko- powiedziała Pani Weasley
-Bo chciałabym coś powiedzieć, emmm tylko nie wiem jak
-Najprościej jak możesz- odezwał się Pan Artur
- eee no bo...
-Jestem od 3 miesięcy z Wer- powiedział Fred. Ja zalałam się rumieńcem a Państwo Weasley przestali jeszcze spojrzeli na nas i zaczęli się cieszyć
-Jeny jak ja się cieszę!! W końcu mój Fredziuś znalazł kogoś dobrego, nie żadną byle jaką dziewczynę!! -mówiła ze łzami Molly. Reszta dnia i wieczoru minęła miło i bardzo szybko położyliśmy się spać jutro w końcu wigilia!! Najtrudniej było spakować prezenty aby nikt nic nie widział.




Co kto dostał?? Co dostałam??
Do przeczytałam

wtorek, 19 lipca 2016

Niespodzinka, Snape i Zawiniątko

Czytałam książkę, ale nagle zdarzyło się coś dziwnego. Na siedzeniu przede mną pojawił się Severus.
-Co Ty tu robisz?-zapytała zdziwiona
-Musiałem Cię pożegnać Córciu.-wyciągnął ręce żebym go przytuliła. Zrobiłam to w końcu to on mnie wychował przytulaliśmy się
-Kochanie prezent dostaniesz do domu Weasleyów a tu masz parę galeonów-podał mi sakiewkę spojrzałam zdziwiona- no dobra parędziesiąt- uśmiechnęłam się -dobra dobra dokładnie 150
-ŻE CO? ALE CZEMU? DZIĘKUJĘ!!!-rzuciłam się mu znów na szyje
-Na prezenty w końcu jesteś u dość dużej rodziny na świętach wiec... no trzeba im coś kupić -może wam się to wydać dziwne, ale Snape na serio jest hojny i kochany-Zaraz będzie twoja stacja. Bądź grzeczna- pocałował mnie w policzek i zniknął
Mineło parę minut i pociąg się zatrzymał. Wzięłam moją walizkę i plecak i wyszłam z pociągu. Na drugim końcu peronu zobaczyłam grupkę rudzielców. Szłam za nimi w takiej odległości żeby mnie nie zobaczyli, jednak w pewnym momencie Ronowi upadła walizka i bach musiał się odwrócić a razem z nim reszta rudzielców. Zamarłam. Co teraz? Co będzie z ta niespodzianką? I bum Fred mnie zauważył i pobiegł w moja stronę.
-Ty głupia je*na sz*to czemu nas śledzisz?-nie zorientował się, że to ja -jak się nazywasz?
-Wernis Snape- powiedziałam obrażonym głosem i tym momencie rudzielec ustał w miejscu i wrył we mnie wzrok, skończył do mnie i zaczął przepraszać wtulony we mnie
-Jeny chłopie nic sie nie stało- odepchnęłam go
-Co ty tu w ogóle robisz? Nie miałaś jechać do Malfoyów?-spytał się jak już szliśmy do reszty
-Miałam, a ty zepsułeś mi niespodziankę, ojciec wyjeżdża za granice na czas świąt i ubłagałam go żeby mnie puścił do was szantażem- uśmiechnęłam się
-Jakim szantażem? -powiedział jeden z chłopaków i wtedy sobie uświadomiłam, że przecież Harry też jechał z nimi do Weasleyów
-Ee no więc, chciał wiedzieć z kim chodzę i w zeszłe święta upiłam się z Bellatrix i Draco a tu miał zapewnienie, że będę grzeczna.- uśmiechnęłam się
-No na pewno- powiedział sarkastycznie Fred i złapał mnie za tyłek. Odepchnęłam jego rękę a on mnie normalnie obiął mnie w pasie. Zbliżyliśmy się po 5 minutach do chaty Weasleyów i w tym momencie coś walnęło mnie porządnie w głowę i upadłam. Był to mały złoty znicz. Jak się podniosłam wzięłam go do ręki i zobaczyłam, że to był ten znicz, który złapałam w moim pierwszym meczu quidditcha. Ale skąd się on tam wziął? No i  w tym momencie zobaczyłam, że mój plecak jest rozpięty. W tym momencie spanikowałam. Czy mam sakiewkę. Zaczęłam gorączkowo ją szukać z 3 minuty podczas gdy reszta patrzyła się na mnie ze zdziwieniem. I nagle przypomniałam sobie że sakiewka jest w kieszeni, myślałam, że oszaleje. Poszliśmy dalej i w drzwiach przywitała nas Pani Weasley (nie wiedziała, że jestem z Fedem i się okrywaliśmy, bo czekaliśmy na odpowiedni moment). Jak zwykle przywitała się ze wszystkimi.
-Słyszałam co się stało z Lee współczuje, ale na pewno sobie poradziłaś już z tym, co? Bo wiem jaka jesteś wiec Słońce nie ma co o nim myśleć-powiedziała od mnie
-Otrząsnęłam się od razu, no ogółem to zerwaliśmy emmm za ugodą stron heh -odpowiedziałam pani Weasley.
-Dobra a wiec Wer ty będziesz w pokoju gościnnym na samej górze koło pokoju bliźniaków. A Ty Harry będziesz w z Wer w pokoju no bo nooo poprzedni trochę przypadkiem wysadziłam.
-Oki- powiedziałam równo z Harrym. Fred się dziwnie na mnie spojrzał tak jakby z zazdrością. Zjedliśmy obiadokolację (18:00) i Fred George Ron Harry Ginny i ja poszliśmy nad jezioro. Jednak szybko wróciliśmy bo było nam za zimno. Wracając każdy poszedł do swojego pokoju. Rozpakowałam się i z Harrym i pytałam eis go o to co kupił Ginny na święta.
-O nie!! Wiedziałem, ze o czymś zapomniałem. Musimy jutro jechać na pokątną.
-Załatwiłam to już z Panią Weasley wiec noo jutro musimy rano wstać i ogółem wszyscy tam jedziemy więc będzie problem się odłączyć i coś kupić, ale mam już plan co powiesz na użycie peleryny niewidki?
-Oo dobre to wezmę ją już do plecaka żeby zapamiętać.
-Oki ja lecę do Freda jak co to wbijaj do nas
-Nie ja idę zaraz do Ginny ma podobno jakąś niespodziankę dla mnie
-Uuu hehe to lepiej się umyj i trzymaj-rzuciłam mu małe zawiniątko
-Wal się -odrzucił mi zawiniątko
-No co ty? Nie chcesz płatków róż?? Nie to nie-wyszłam a Harry'ego zostawiłam z mina tak śmieszną, że zalałam się łzami ze śmiechu. Zapukałam do bliźniaków i usłyszałam krótkie "czego". Otworzyłam drzwi i już miałam dostać porządne opieprz od Freda (sam ta był) odwrócony od drzwi plecami i patrzyłam ze się przebierał
-Ej zdejmuj to z siebie- powiedziałam ze śmiechem
-Ok jak Pani każe
-Nie! Daj spokój!!- rzuciłam się na niego żeby zatrzymać jego ręce przed zdjęciem spodni (oczywiście wszytko było w żartach)


Jaka będzie reszta nocy? Jakie prezenty kupimy? Wszytko przeczytacie za parę dni lub godzin!!
Do przeczytania!!

piątek, 24 czerwca 2016

coraz bliżej święta

Mijały miesiące, zrobiło się już zimno, w końcu był to już grudzień. Nadszedł dzień przed wyjazdem do rezydencji Malfoyów na święta (tak, tak jestem gryfonem ale z Malfoyami umiem się dogadać, na dobrą sprawe pasuje wszędzie). Pożegnałam się czule z Fredem tego wieczoru, i ubolewaliśmy, że nie mogę z nim jechać
-Wytłumacz mi jeszcze raz czemu nie możesz jechać do mnie, a będziesz użerać się z  tym blondynem- spytał smutny Fred
-Nie jade tam dla Malfoya, tylko dla ojca! Nie zostawie go samego.
-No dobra- odpowiedział dalej smutny Fred
-Ale postaram się przyjechać do was na Sylwester.
-I tak to będzie tydzień rozłąki.
-Niestety, przeżyjemy. -Wtedy wleciała do mnie sowa z liścikiem o treści:
"Jak najszybciej możesz dotrzyj do mojego gabinetu. Twój ojciec Severus"
Pokazałam Fredowi iścik i poszłam mówiąc, że nie ma się martwić, i że zaraz wrócę.
-Cześć Sev!- Powiedziałam wchodząc do gabinetu
-Dobrze, że jesteś Skarbie, Usiądź, mam mała sprawę do powiedzenia Ci. A więc, muszę wyjechać zagranicę dość daleko i nie dotrę na święta do Malfoyów. Boje się Ciebie tam zostawić bo ostatnio skończyło się upiciem przez Ciebie, samej siebie Dracona i Bellatrix, ale nie mam wyjścia obiecasz mi, że będziesz grzeczna teraz?
-Tato...- oczy jego zab/lyszczały, rzadko tak do niego mówie, ale teraz chciałam osiągnąć pewien cel- szkoda, chciałabym z Tobą te świeta spedzić, ale jak nie będzie cię, nie mogę ci obiecać, że teraz ich wszystkich nie upije, ale mam pewien pomysł
-O nie, znów się zaczyna, nie chce tego słuchać
-Oj tatoo!! Posłuchaj, może zgodziłbyś się abym święta spędziła u Weasleyów?
-W żadnym wypadku
-No ej!! Alee... pomyśl, będe grzeczna bo Pani Weasley będzie nas pilnować, głodna też nie będę
-I tak mówie nie
-A jak wzamian powiem CI kto jest moim chłopakiem od 3 miesiecy? Ale jak już powiem musisz mnie puścic i nie ma że nie
-no dobrze córuś
-A wiec... jestem z jednym z Weaseyów -Snape zrobił duże oczy- a dokładniej z Fredem
-O to zaskoczenie, myślałem, że będziesz tym o którym tak dużo nawijałaś w te wakacje... Oliver Wood
-O niee! Przeszedł mi jak się do mnie dobierał
-O nie a to cham- widziałam wściekłośc w jego oczach
- Daj mu spokój Fred dął mu popalić.
-No dobrze jak uważasz słonko
-To co z naszą umową?
-Spędzam święta u Weasleyów
-Niestety tak
-Dziękuje kocham cie Sev.- wybiegłam słysząć tylko odpowiedz "ja ciebie też". Wróciłam się po chwili, żeby powiedziec mu jeszcze, aby napisął do Pani Weasley.Wróciłam do dormitorium
-I jak było? -zdziwniłam się bo Fred siedział u mnie na łózku, ale późnij się zoriętowałam, że George też jest z Angleina w pokoju.
-A dobrze, pytał się co chce na święta, ale powiedziałam, że to co uważa
-A my właśnie myśleliśmy czy by chłopacy nie zostali dzisiaj tu spac bo jednak no wiesz, ostania wspólna noc na długiii czas
- Swietny pomysł, ale teraz George postaraj się jakoś zagryć wasze wygibasy, bo jeszcze temu najdzie chętka- zaśmiałam się
-Ja go tam rozumiem, prawiczek - zdziwiłam się, byłam pewna ze biźniacy Weasley tak bardzo pożądani, przez wszystkie dziewczyny to prawiczki? No a raczej jeden z nich... ciekawe nie powiem
-Dobra to ja skombinuje na dziś coś zeby obejrzec film, co wy na to?
-Tak! Sabat czarownic chce obejrzeć, krzyknął Ron wchodząc do pokoju
-Oki Ron, zostań i weź Ginny, Hermione i Harry'ego i chodźcie do nas.
-Hermiona już u siebie a Ginny wyjechała tydzień temu przecież, pomóc w przygotowaniach.
-A no tak... to weź Harry'ego i o 19 się widzimy- odpowiedziałam. SKombinowałam żutnik i ogladaliśmy całą noc filmy, spać poszliśmy około 3 wtulona w mojego rudzielca zasneła. Rano obudziłam się już bez jego u boku, zdiwniona spojrzałam na zegarek, za godzine odjerzdzał pociąg do Weasleyów. Zczełam się szybko pakować a przy wyszłam z dormitorium z kufrem, Fred na mój widok się zdziwil
-Co tu robisz? swój pociąg masz za dwie godziny!
-Pomyślałam że ci odprowadze i poczekam na dworcu -uśiechnełam się i wszyscy poslzliśy na peron. Oprócz nas stło tam jeszcze z 6 różnych grupek uczniów jadących w tą samą strone.
-Kochanie, badź grzeczna, prezent dostaniesz w Sylwestra-poiedział Fred
-Dobrze Misiu- odpowiedziałam i biźniacy weszli do pociągu, gdy zniknełi w przedziale poszłam na sam tył Ekspresu i przez cała droge czytałam książkę



Ciekawi reakcji bliźniaków jak dowiedzieli się co robie u nich? Ciekawi reszty przygody?
do przeczytania niebawem!!!










Kara, Blondyn i Urodziny

-No wstawaj kochanie-usłyszałam głos sszepczacy mi do ucha.Pocałowałam go i dalej poszlam spac
-Wstawaj! Jest 10 rano w sobote!- zostawiłam to bez reakcji, po chwili pojawił sie znów nademna -nie dajesz mi wyboru-i stało się, oblał mnie wodą.
-Fred!!! Czy ty chory jesteś?-powiedziałam wkurzona, a on mnie tylko obiął i rzucił mnie na łóżko. Zaczeliśmy się szarpań jak powaleni (ale w żartach)  w tym momencie stało się to... prrrt! Moja koszulka się rozerwała.
-Ej! Fred przesań! Patrz co się stało!!
-Ups... mi w to graj Skarbie -powiedział i zaczął mi zdejmować koszulkę.
-Ej nie zapędzaj się jesteśmy razem od jakiś może 12 godzin!
-No dobra, ale posiedźmy tu trochę
-Zgoda rudzielcu-pomyślałam o nowej, jakiejkolwiek bluzce
-Tylko nie waż mi się jej ubierać!!
-Bo??-zapytałam
-Chce się napatrzeć-zaśmiał się Fred, pocałowałam go a on mi oddał pocałunek, nagle niewinne i małe pocałunki zmieniły się w namiętne i ostre. Nawet nie wiem kiedy a leżałam bez stanika i spodenek, w samych majtkach, Fred też leżał na majtkach. Ocknęłam się nagle
-Fred!!-spojrzał na nie zdezorientowany- Nie zapędzajmy się, dobrze?Kiedyś Ci to wyjaśnię, obiecuje.
-Dobrze- uśmiechnął się Fred, spojrzałam trochę niżej, pod jego kaloryfer i zobaczyłam wypukłość pod jego bokserkami, Fred zauważył, że się tam spojrzałam i od razu złapał buraka na twarzy
-Nie przejmuj się, normalna rzecz, dobra wypadałoby się wykąpać- pomyślałam o jakimś prysznicu i bum!! Miałam w czym wziąć kąpiel. Wstałam i poszłam w tamtą stronę. Wtem Fred zagwizdał. Teraz to ja miałam buraka na twarzy. Zgadnijcie czemu! Nie wiecie? Kompletnie zapomniałam, że miałam na sobie stringi.
-Jak mam się powstrzymać jak tak się ubierasz kochanie!!!
-Oj zamknij się-posłałam mu buziaka i poszłam się wykąpać. Ubrałam po prysznicu moje szorty i jakąś stara bluzkę, którą podarował mi pokój życzeń a ja zobowiązałam się ją oddać. Posiedzieliśmy trochę jeszcze sami z Fredem i wróciliśmy do pokoju wspólnego. Poszliśmy do dormitorium chłopców i rozmawialiśmy tam dość długo z Angelina, Georgiem i Ronem. Nagle wpadł do nas Harry
-Wer! Snape Cię szuka podobno chodzi o jakiś szlaban czy coś
-OO dzięki Harry, zapomniałam- Dałam Fredowi buziaka w polik i poleciałam do ojca. Puk, puk!
-Wejść!-weszłam- oo miło Cię widzieć Ko, ee.. Wernis.- Nie powiedział Kochanie bo byli ze mną jeszcze ślizgoni na karze, i to nie byle jacy, albowiem był tam sam Draco Malfoy, postrach szkoły i moja zabawka do dręczenia od małego była też ślozgonka z 1 roku, no i jakaś krukonka.
-O cześć piękna- powiedział do mnie blondas
-Siemka Kocie- odpowiedziałam. Dla ścisłości od zawsze tak do siebie mówimy, wiecie dzieci z jednego podwórka, w rezydencji Malfoyów gdzie dość dużo mieszkałam.
-Dobrze wiec możecie zaczynać, macie godzinne dziennie przez tydzień na ułożenie tych dokumentów , każdy ma przydzieone 5 kartonów, powodzenia.-powiedział Snape- aa i Wernis przyjdź na chwile jak skończysz.
-Dobrze-uśmiechnęłam sie i wziełam za robote
-Z co tu jesteś Kocie?
-Byłem chętny na pomoc, wiem dziwnie brzmi, tak mi kazał mówić Severus, ale tak naprawde mam cię pilnować
-Co?Ty mnie? Chyba na odwrót!
-Żartuje, zwyzywałem tą krukonke -powiedział szeptem do mnie- i dostaliśy szlaban za wszczynanie bójki hahah!!-zaśmiał sie blondyn, a ja z nim. Doszło do końca dzisiejszej kary i poszłam do ojca. Wypytywał się mnie o mojego chłopaka ale nie dałam za wygrana. Nic nie wiedział, dowiedział się jedynie, że z tamtym zerwałam, i że mam innego. Poszłam do pokoju, wzięłam tabletkę na ból głowy i koło 19 położyłam się spać. Obudziły mnie krzyki o 21 z pokoju wspólnego. Zbiegłam na dół, i co zobaczyłam? Jakaś impreza na którą mnie nie zaproszono, no bo po co? Podeszłam wkurzona do Freda.
-Co się dzieje i czemu nikt mnie tu nie zaprosił?
-Upss... kochanie! Zapomnieliśmy o tobie! Sorry, a robimy imprezę z okazji urodzin Ginny.
-Aha, i ja nic nie wiem?m Przewaliłeś sobie ide stąd-odeszłam ze łzami w oczach i w tym momencie ktos mnie szarpnał za bluzke, przytulił
-Żartowałem, tak słodko spałaś, chodź się bawić.
-Ech.. nie zatruj tak ze mnie wiecej!-Przetańczyliśmy całą noc a o 5 poszłam spać.



Do przeczytania!!

niedziela, 4 stycznia 2015

Seamus, Fred, Lavender i Lee

Doszliśmy do bram Hogwartu, gdy Angelina powiedziała, że warto byłoby oddać ręczniki, a że rzeczy, z zamku nie da się przenieść poza bramy to oddaliśmy jej ręczniki ii... no sami wiecie xD. Właśnie w tym momencie zrozumiałam, że ubranie ciemnego stanika do czerwonej bluzki z lekkiego materiału nie było dobrym pomysłem. Chłopcy od nas z paczki mieli to gdzieś niejednokrotnie przebierałam przy nich bluzkę czy coś, przecież przyjaźnimy się od kilku lat. Niestety niektórzy gryfoni upojeni już Ognistą (piątek) i nie tylko mieli co do tego inne zdanie (nie olali tego). Gdy weszłam do pokoju wspólnego wszyscy się na nas spojrzeli
-Ooo nasza nowa kochana gryfonka lubi się pokazać- powiedział Seamus- dlaczego nie robiłaś tego jak jeszcze byłaś krukonką, czyżby wolałaś nie narażać swojego domu na złe zdanie?-Seamus się przybliżył do mnie, czuć od niego było wódką... Chciał mnie przytulić, dałam mu tylko w twarz i pobiegłam się przebrać. Angelina pobiegła za mną.
-Nie przejmuj się nim, to palant i jeszcze pijany, jutro cię przeprosi. A jak tego nie zrobi to na pewno go zmuszę-powiedziała jak byłyśmy już w swojej sypialni.
-Dzięki Angi. Ja może się przebiorę
-Spoko, ja tylko zmienię bluzkę bo spódniczka mi wyschła i lecę na dół
-Ok- Angelina już wyszła. JA wybrałam o ubrania krótkie spodenki, i czarną koszulkę ze skreślonym znakiem Slytherinu (Snape dał mi bez skreślenia, jak myślał, że będę w Slytherinie xD). Nagle do dormitorium wpadła Angi
-Wer! Chodź szybko!
-Co się stało??
-Fred, Seamus i.. no sama zobacz-Wybiegłam szybko z sypiali i pobiegłam za Angeliną. To co tam zobaczyłam zdziwiło mnie bardziej niż się podziewałam, myślałam, że będą na siebie wrzeszczeć, ale co to nie!. Fred leżał na Seamusie i go bił. Gdy tylko weszłam do pokoju wspólnego wszyscy zamilkli i spojrzeli się na mnie.
-Fred co ty wyrabiasz!!- krzyknęłam i odciągnęłam go od Finnigana, któremu leciała krew z nosa.
-Pożałujesz takiego odzywania się, do niektórych dziewczyn w moim towarzystwie- krzyknął do Seamusa
-Daj spokój, chodź przejdziemy się- popchnęłam Freda do wyjścia (portretu Grubej Damy). Bez słów poszliśmy do pokoju życzeń.
-Fred nie mam chwilowo głowy do wymyślania, więc ty coś wymyśl.
-Ok jak tam chcesz. - Po chwili pojawiły się przed nami piękne drewniane i potężne drzwi. W pokoju stał barek z alkoholem (to co mi było trzeba), wygodna kanapa i duże łóżko. Gdy spojrzałam na łóżko pytająco Fred od razu wytłumaczył mi sytuacje:
-Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam wracać dzisiaj na noc- powiedział, wziął butelkę Ognistej i usiadł ze mną na kanapie, nogi położyliśmy na stół, który pojawił się przed chwilą.
-To jak ochłonąłeś?-zaczęłam rozmowę
-Tak
-To wyjaśnisz mi coś?
-Tak, pod warunkiem, że ty mi potem tez coś powiesz, ale szczerze.
-No ok. To powiedz dlaczego pobiłeś Seamu... Finnigana? - Fred nie lubi jak się mówi Seamus od zawsze uważał, że to palant, który nie zasługuję na imię
-No bo poniżał ciebie, a nawet nie wiedział o co chodzi...
-Dzięki, miło
-...swoją drogą masz fajny stanik - Fred zaczął się śmiać, a ja strzeliłam mu bułę w ramię. Chwilę się szturchaliśmy, aż w końcu Fred się odezwał
-To teraz ja się spytam o coś ciebie- spojrzał mi w oczy, a ja szybko przeniosłam wzrok na kwiatka, który chciałam aby się pojawił na stole, była to róża nawet nie wiem dlaczego (pomyślałam tylko o kwiecie) Fred też zobaczył różę
-Odpowiedz szczerze ok?
-Dobrze -powiedziałam nie odrywając wzroku od mojej szklanki z Ognistą, Fred wziął łyk ze swojej i zaczął mówić dalej
-Bo chodzi mi o Lee, czy ty... czy no wiesz
-Nie nie wiem
-Czy go kochałaś?- Fred zadał mi pytanie i zamarłam... spojrzałam na niego i nie wiedziałam co powiedzieć, dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać i doszłam do jednego wniosku
-A to mi zadałeś pytanie, nie zastanawiałam się nad tym, ale chyba, nie chyba a na 99% nie, nie kochałam go- zdziwiłam się, że to powiedziałam, Fred się na mnie dziwnie spojrzał.
-To dlaczego ee.. z nim byłaś?
-Nie wiem, może dlatego, że on tak bardzo tego chciał a to mój przyjaciel, który jak podejrzewałam się zauroczył- kilka łez spłynęło mi po policzku.
-Nie płacz, też kiedyś byłem zauroczony w przyjaciółce, ale w końcu mi przeszło to zauroczenia
-Byłeś z nią i zobaczyłeś, że to co czułeś było chwilowe? -zapytałam
-Nie -zdziwiłam się, ale nie przeszkadzałam mu- ja się.... ee... zakochałem w niej-zdziwiłam się jeszcze bardziej
-Kto to był? Jak mogę wiedzieć? I ee... kiedy to było ?
-Było to dość niedawno, i była to eeemm... a raczej jest to- nic więcej nie powiedział, tylko pocałował mnie. Nigdy się tak bardzo nie zdziwiłam jak teraz (a trzeba przyznać, że była to bardzooo zadziwiająca rozmowa) Oddałam mu pocałunek, a gdy się w końcu od siebie oderwaliśmy padło jeszcze jedno pytanie
-To co?
-Tak- odpowiedziałam- i tym razem znam odpowiedź na pytanie, które zadałeś mi wcześniej "Czy go kochasz"- Fred tyko się uśmiechnął, wtuliłam się w niego i wypiliśmy sami 3 butelki Ognistej
Whisky
-Fred, mam nadzieję, że masz ee... te małe tabletki na kaca co z Georgem wymyśliliście?
-Chyba tak. A no właśnie George!- Fred wyjął  dwustronne lustro-Wer, ostatni raz mogę cię poprosić o szminkę?
-Jasne- sięgnęłam odruchowo do kieszeni, ale zapomniałam, że zmieniłam spodnie- Zmieniłam spodnie no i nie mam w tych szminki.
-Ach.. to się z nimi nie skontaktujemy
-Przecież możesz z nim porozmawiać, co nie?
-No ok, ie chciałem przy tobie... ale spoko- Fred wypowiedział imię Georga po chwili chłopak pojawił się na lusterku brata- Posłuchaj, jak tam z Lee?
-A poderwał Lavender i już umieścili swoje imiona na tablicy par ( taka tablica wisi u gryfonów, żeby nikt nie podrywał zajętych osób żeby nie było kłótni)
- To dobrze... a umieścisz tam tez imię moje i Wer?
-Oooo wiedziałem, że w końcu to zrobisz!! Szcześcia
-Dzięki!- krzyknęłam, a Fred się cieszył jak głupi- Mam do ciebie prośbę George- wyrwałam Fredowi lusterko i zobaczyłam, że mam nie ograniete włosy, zaczęłam je poprawiać
-Wer jestem na linii- powiedział oburzony George
-Przepraszam, zastanawiałąm sie czy masz może jeszcze tabletki na kaca braci Weasley?
- Tak, całą skrzyneczkę, przecież rok szkolny się dopiero zaczął a robiliśmy zapas- George się zaśmiał. Porozmawialiśmy chwilę i się rozłączyliśmy. Z Fredem położyliśmy się spać po 3 rano, przypomniało mi się, że jutro mam szlaban u Snape'a ...


Do Przeczytania !!!!












piątek, 2 stycznia 2015

Jezioro, Fred i Lee

No tak poszłam z Fredem zobaczyć co kryją tamte krzaki. Wiem śmiesznie to brzmi. Na początku był tam jakiś mały lasek. Nic ciekawego. Postanowiliśmy wyjść i poszukać innego wejścia.
-Fred- powiedziałam- powinniśmy dać jakoś im znać, żeby się nie martwili czy coś.
-No masz racje. To co robimy ?
Zastanawialiśmy się przez chwilę i w końcu Fred wpadł na świetny pomysł
-Mam 2stronne lustro z Georgiem. Masz może szminkę?- nie wiedziałam o co mu chodzi, ale niechętnie dałam mu szminkę.- Zobacz teraz.- Fred napisał coś dziwnego (zorientowałam się, że n napisał to na odwrót)- Teraz George zobaczy to u siebie na lustrze dobrze napisane.
Nie chciałam podrzeć swojej koszulki z lekkiego czerwonego materiału, więc szukaliśmy większego wejścia bez wystających kii. Po 20 minutach bezsensownej paplaniny, zaleźliśmy dziurę w krzakach (xD) postanowiliśmy tam wejść. Szliśmy cały czas i nic ciekawego nie było.
-Wracajmy, dużo tu tylko komarów, i już cała jestem podrapana przez krzaki- powiedziałam zirytowana
- Nie marudź- Fred odwrócił się do mnie i mrugnął
-Oj, przecież nic tu nie ma- Fred mnie olał i rzuciłam w tył jego głowy kamykiem- Fred!!
-Ałłł, dlaczego we mnie rzuciłaś?- powiedział nie czekając na odpowiedź- Posłuchaj Wer ja już tu byłem i obiecuję za 5 minut dojdziemy do świetnego miejsca gdzie kiedyś chciałaś się dostać.- Powiedział z uśmiechem. Ustałam i spojrzałam na niego podejrzliwym wzrokiem
-Czyli gdzie- nie spuszczałam z niego wzroku
-Widać to miejsce z błoni Hogwartu i mojego dormitorium, ale nie można się tam dostać przez teleportacje.- puścił do mnie oczko i ruszyliśmy dalej. Po chwili doszliśmy do niesamowitego miejsc, Fred mia racje. Rozpoznałam tą plaże, chociaż widziałam ją tyko z daleka. Piasek był tutaj złocisty, woda dziwnie i podejrzanie czysta w stosunku do drugiej części jeziora. Kilka drzew stało osobno dając cień.Tak była to druga część jeziora, w którym pływa nasza Hogwarcka kałamarnica.
-Wow, jak ty tutaj się dostałeś wcześniej?-powiedziałam
-Nie ważne.
-Dobra, mam jeszcze jedno pytanie.
-Hym??
-Dlaczego tu woda jest czystsza niż u nas w Hogwarcie?
-To wygląda jak to samo jezioro, ale woda z tego i hogwarckiego się różnią. Jeziora nie mogą się połączyć bo mają różną... eee. no tą... jak się to mówi...
-Mniejsza z tym -uśmiechnęłam się
-No dobra, i tu jest cieplejsza woda, więc kałamarnica tu nie przypływa bo woli chłodek, i nie paskudzi tutaj
-Aha, to dobrze będę mogła się tu wykąpać haha.-Fred dziwnie na mnie spojrzał- Ale później nie teraz, kiedyś przyjdziemy tu wszyscy.
-No ok jak tam chcesz. -Fred się uśmiechnął- Idziemy na pomost?
Dopiero teraz dostrzegłam mały pomost na lewo z drewna dębu.
-No ok jak tam chcesz- wystawiłam język i pobiegłam, Fred stał zdezorientowany- Kto pierwszy na pomoście -krzyknęłam, a rudzielec zaczął biec. Dobiegł do mnie w połowie drogi do pomostu
-Mam cię- powiedział do mnie i uśmiechnął się. Spojrzałam na Freda, nie zauważyłam korzenia wychodzącego z piasku. Zahaczyłam o niego noga i... zakryłam twarz dłońmi, ale zorientowałam się, że wcale nie leżę na piasku. Fred złapał mnie.
-Eeee... dziękuję- wyjąkałam patrząc w jego oczy
-Nic się nie stało... wszystko ok, dobrze, że nie wylądowałaś w piasku- Fred też patrzył mi w oczy. Trwało to kilka sekund, ale miałam wrażenie, że to wieczność. Po chwili ocknęłam się z zadumania.
-Fred?
-Tak?
-Możesz mnie już puścić- uśmiechnęłam się
- A obiecasz mi, że już nie będziesz się przewracać?
-No postaram się
-No dobrze - postawił mnie na nogi.
- To jak może lepiej pójdźmy na pomost co?- spytałam się
-Zapomnij!! - Fred wytknął do mnie język i pobiegł w stronę pomostu (był jakieś 200 metrów od nas). Nie mając wyboru ruszyłam za nim. Fred był pierwszy na pomoście, zawsze był najszybszy w naszym roczniku.
-Ile można na ciebie czekać???-powiedział kiedy w końcu dobiegłam do niego
-Oj zamknij się- uśmiechając się popchnęłam go, o mi oddał. Usiedliśmy na końcu pomostu i zawiesiliśmy nogi nad taflą wody.
-Fred?
-Co?
-Mogę się ciebie o coś spytać?
-Już to zrobiłaś... więc chyba nie.
-No dobra jak tam chcesz- powiedziałam naśladując jego głos
-Mów głupia.
-Pfff... nie GŁUPI -dałam nacisk na ostatnie słowo
-Mów- po chwili milczenia zdecydowałam się jednak mu powiedzieć
-No bo chodzi o Lee
-Aha - wzdychnął - Coś nie tak?
-No bo ten... widziałam jak patrzy na Lavender... tak tą z młodszej klasy- powiedziałam gdy zrobił zdziwioną minę- Myślałam, że to tylko głupie złudzenie, ale -zawiesiłam głos
-Ale co?- powiedział i objął mnie ramieniem
- Podsłuchałam jak rozmawia z Georgiem o tym jak ze mną zerwać i zobaczyłam w jego zeszycie od eliksirów, serce z napisem Lavender.
-Aha, fajnie wiedzieć mi nic nie powiedział...- położyłam głowę na jego ramie 
-Wiesz co chyba powiem mu to prosto i bez zbędnych ceregieli
-No tak najlepiej - powiedział Fred
-Dzięki, że chciałeś mnie wysłuchać.
-Nie ma za co.- nastała chwila ciszy - Wiesz co?
-Co?
-Spójrz na mnie
-Yyy.. dobra-spojrzałam mu w oczy i nagle stało się coś czego się nie spodziewałam... Fred wepchnął mnie do wody i skoczył po mnie do niej.
-Fred palancie- ochlapałam go gdy już złapałam dobrze oddech
-Jak mogłaś! Wywołałaś teraz wojnę! Ale najpierw spójrz na pomost.- Spojrzałam na pomost i zamarłam. Stał tam Lee, George i Angelina.
-Lee... słyszałeś wszystko?
-Tak, słyszałem, ale to dobrze, bo właśnie chciałem ci o tym powiedzieć -odpowiedział Lee
-To jak? Może na poczatku będzie dziwnie, ale pamiętasz naszą umowę, w przyjaźni ...
-Tak, pamiętam i spoko. Nasza przyjaźń była długaaa i taka niech pozostanie
-To dobrze a teraz podejdź i schyl się - Rozkojarzony Lee podszedł do mnie, złapałam go za rękę i wciągnęłam go do wody.
-Ty zdradziecka świnko morska!-powiedział ze śmiechem (często wszyscy sobie dogryzamy właśnie tak)Ochlapał mnie, a ja jego. Po chwili nawet się nie zorientowałam kiedy Angelina wrzuciła do wody Georga i pływali kolo mnie.Wygłupialiśmy się, chlapaliśmy itp.
-Ja już wychodzę -powiedziałam
-Dlaczego? -spytał się Fred
-Wiesz trudno pływa się w dżinsowych rurkach - powiedziałam i podpłynęłam do drabinki. Po chwili wszyscy wyszyli z wody
-Accio ręczniki! - krzyknęła Angelina. Da każdego był ręcznik, i wszyscy postanowiliśmy wrócić do zamku. Pode drogą cięgle żartowaliśmy, jak to my xD Najdziwniejsze było to, że Fred ciągle trzymał się blisko mnie i często pytał " Nie jest ci za zimno??"