niedziela, 7 maja 2017

święta, koszmar, prezentyy

-WSTAWAJ!!- słyszałam jak przez mgłę. -Wstawajjj!!!-żadnej reakcji- Wstawajjjjj!!!- Ocknęłam się. Nade mną stało 3 Weasleyów: George Fred i Ginny, z łóżka obok spoglądał na mnie Harry z Ronem.
-Dobra co się stało?- zapytałam, choć dobrze wiedziałam co zaraz usłyszę
-No strasznie krzyczałaś i nieraz mówiłaś jakieś dziwne zdania np.
-"Zostaw mnie", "Daj mi spokój proszę", "Jestem za mała", "Czemu ja" -wcięłam się w zdanie Ginny
-Zgadza się, chcesz nam wyjaśnić skąd to wiesz?-spytał Ron
-Echh... no dobraa a więc- wzięłam głęboki wdech, spojrzałam po wszystkich- ale zamierzacie tak stać nade mną?- wszyscy usiedli, ja się podniosłam z pozycji leżącej i też usiadam- wiedziałam, że kiedyś do tego dojdzie, ale nie wiedziałam, że w takich okolicznościach, trudno mi o tym mówić, ale wiem że wam mogę to powiedzieć.-Wzięłam następny głęboki wdech-Jak byłam mała, tuż po tym jak Snape przygarnął mnie do siebie, miałam potężnego doła, oparcie mogłam znaleźć tylko i wyłącznie w nim, niestety musiał wyjechać, nie wiedziałam co ze mną będzie tęskniłam za rodziną, wiedziałam, że moja siostra tam gdzieś jest z rodzicami i jest jej dobrze, a ja? Ja będę sama. Jednak myliłam się.- zrobiłam pauze, żeby napić się wody, chyba krzyczenie przez sen mi nie służy- Przybrany ojciec zawiózł mnie do wielkiej rezydencji, na pierwszy rzut oka wydawała się chłodna, przytłaczająca, wielka, pusta i strasznie ponura. Przy drzwiach przywitało mnie dwójka dorosłych ludzi, mężczyzna w długich blond włosach, kobieta w blond włosach z ciemnymi na grzywce i z tyłu głowy, za nimi lekko przestraszony chował się chłopak jakoś w moim wieku, też blondyn. 
"Wernis jest to Pani Narcyza, Pan Lucjusz i Draco, no już idź się z nim zapoznaj dorośli muszą porozmawiać" powiedział do mnie Snape. Podeszłam nieśmiało do Draco i szybko złapaliśmy wspólny język, spędziłam tam miesiąc, dwa, byłam grzeczna, ale ciągle ciekawił mnie jeden pokój, do którego nikt prócz Lucjusza mnie miał wstępu. Pewnego dnia obudziły mnie krzyki właśnie z tamtego pokoju, ja jako odważna 11 latka weszłam tam, to co zobaczyłam przeraziło mnie. Pokój był cały czarny, ze świecącymi się czarnymi kafelkami na podłodze i do połowy ścian. Na środku stał wielki stół a na około stołu szafki z różnymi narzędziami. W pokoju stał Lucjusz ubrany też na ciemno, pokój oświetlało może z 5 świec. Lucjusz nachylał się nad czymś co przypominało ciało człowieka, ale owłosionego, w ręku trzymał wielki skalpel. Mówił coś po łacinie i zbliżał się do tego czegoś co i tak już było zakrwawione. Wydałam z siebie mały pisk. Niestety on to usłyszał, zmierzał w moja stronę złapał mnie, ja stałam jak wmurowana. Wziął mnie na ręce, posadził koło tego czegoś ja zaczęłam krzyczeć ze ma mnie zostawić, a on przybliżał do mnie skalpel, krzyczałam, że jestem za mała, a on wręczył mi skalpel i kazał obciąć temu czemuś ucho. Zapłakana nie chciałam tego robić, on zaczął do mnie krzyczeć, już miał mnie uderzyć, ale w weszła nagle Narcyza i go powstrzymała a ja zemdlałam, Obudziłam się rano. Bałam się zejść na śniadanie, ale w końcu Narcyza przyszła do mnie. Rozmawiała ze mną długo, aż w końcu wytłumaczyła, że to było martwe już magiczne stworzenie, potrzebne do eliksirów różnego rodzaju jakie sprzedawali. Ja byłam specyficznym dzieckiem i mimo, że mnie to przerażało jednocześnie zaciekawiło. Przez kolejny miesiąc siedziałam tam z Lucjuszem i uczyłam się sporządzania eliksirów, za obietnicą, ze nigdy nie będę musiała patrzeć jak przecina zwierze. No i mimo, że oswoiłam się z tą myślą to nadal co jakiś czas powraca do mnie ta scena w snach.-wszyscy patrzyli na mnie jak wryci, Fred mnie przytulił. Po chwili wszyscy rozmawiali już normalnie. Była godzina 6 więc postanowiliśmy już się nie kłaść, przypomniałam sobie o moich fasolkach wszystkich smaków, więc graliśmy w co to za smak. Ja nie wylosowałam najgorszych smaków miałam:truskawkowe, morelowe, o smaku trawy, orzechów, kurzu, kaktusa, i błota. Najgorzej jak zwykle miał Ron trafił na fasolki o smaku: poru, oliwki dla dzieci, gipsu, brudu spod paznokci, i jedyna dobra była o smaku czekolady. Na najgorsza z wszystkich trafił Fred czyli o smaku wymiocin, Śmiałam się z niego a on się obraził i wyszedł. Wybiegłam za nim. 
-Co Ci? Myślałam, że masz ten dystans do siebie- Ustałam przed nim ze smutną i jednocześnie lekko wkurzoną miną
-To był tylko pretekst żeby Cię wyciągnąć od nich i pobyć samemu- objął mnie w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował. Poszliśmy do niego do pokoju i gadaliśmy, wygłupialiśmy się aż w końcu usłyszeliśmy zawołanie na śniadanie. Szybko poszła się ubrać. Ubrałam szare marmurki, ciemną bokserkę i na to czerwoną rozpinaną bluzę w świąteczny wzorek. Zbiegłam razem z Ginny na śniadanie, ubrana była wręcz identycznie tylko miała niebieską bluzę, jak zobaczyłyśmy siebie to wpadłyśmy w śmiech. Śniadanie szybko zjedliśmy, razem z Ginny poszłyśmy pomagać w posprzątaniu po chwili mieliśmy czas wolny. Szukałam Freda, nie wiedziałam gdzie jest, pytałam się Georga on tylko zmieszany powiedział, że nic nie wie i że przecież nie jest jego cieniem. Wydało mi się to podejrzane, ale koniec końców dałam sobie spokój i wzięłam się za pakowanie prezentów. Zeszło mi dobre 3 godziny. Każdy prezent jako perfekcjonistka zawijałam kilka razy, zmarnowałam przy tym tonę papieru, Pani Weasley jak zobaczyła, że przynoszę tyle papieru śmiała się, że będzie czym palić do końca zimy. Szukałam Freda, nigdzie go nie było, zaczynałam się już denerwować, ale stwierdziłam, że jest dorosły i może robić co chce, jednak przez moją głowę przechodziło dużo wizji, że mnie zdradza etc. Poszłam trochę posiedzieć do Ginny i pomogłam jej z prezentami. Tuż przed wigilią poszłam się przebrać w moją czerwoną sukienkę (w tą co zabronił mi kupować Snape). Ginny ubrała czarno czerwoną sukienkę z dekoltem, chłopcy i Pan Weasley byli w koszulach, a Pani Weasley w pięknej zielonej sukience podkreślającej rudość jej włosów, ślicznej w swej prostocie, ale oczywiście przepasaną fartuchem, najpiękniej wyglądała oczywiście Fleur w niebieskiej sukience rozkloszowanej z szpilkami też tego koloru, wyglądała jakby ktoś zdjął kawałek letniego nieba i uszył z niego suknie. Wigilia przebiegła jak zawsze w rodzinnej atmosferze, ale nie udało mi się porozmawiać z Fredem gdzie był, rozmawiałam z nim tylko w trakcie dzielenia się opłatkiem, ale i tak mi zaraz ktoś go wyrwał. Przyszedł czas na rozdawanie prezentów. Ja dałam Pani Weasley zestaw szydełek i drutów różnych rodzai, Pan Weasley 3 identyczne telefony komórkowe jeden do rozebrania, jeden do nauki obsługi a trzeci w razie co gdyby popsuł resztę. Bill i Fleur dostali zestaw talerzyków deserowych do ich nowego domu oczywiście w kolorze niebieskim no i dodatkowo Fleur dostała niebieską opaskę do włosów z niebieską lilią. Ronowi dałam kolaż ze zdjęciami jego i Hermiony w ramce z Irlandzką drużyną quidditcha, Charli nowe rękawice ze skóry smoka, Percy kociołek z grubym denkiem z najnowszej kolekcji czasopisma "kociołki i rondelki do eliksirów" Ginny koszulkę z napisem "najlepsza z najlepszych" i nową klatke dla jej puszka pigmejskiego, Harry najnowsze wydanie książki o Irlandzkiej drużynie Quidditcha. George dostał nową szatę do quidditcha, a Fred zdziwiony i bardzoo zadowolony dostał nową miotłę Nimbusa2005. Wszyscy byli onieśmieleni tymi prezentami, było im głupio nie chcieli ich przyjąć
-Jak nie przyjmiecie tego obrażę się i pojadę do Malfoyów, już tu nie wrócę, wiem że nie macie funduszy na takie prezenty i normalnie byście czegoś takiego sobie nie kupili, chciałam wam sprawić przyjemność, w tym też rzecz, że to nie były moje pieniądze dostałam do Severusa dość dużo galeonów do przeznaczenia tylko i wyłącznie na prezenty, tym bardziej, że teraz mnie żywicie to czuje się zobowiązana.
-Dobrze Słońce, ale prosimy bardzo, abyś już nigdy się tak nie wygłupiała- powiedziała Pani Weasley- no już otwórz swoje prezenty- nie chciałam ich otwierać przy nich ale jednak byłam zmuszona. Dostałam swój pierwszy sweter Pani Weasley koloru zielonego z literką żółtą cieszyłam się z tego jak głupia.Ron dał mi plakat z Irlandzką drużyną quidditcha Ginny dała mi mały własnoręcznie wykonany organizer na biżuterie, George paczkę moich ulubionych cukierków karmelowych, ale opakowanie było wcześniej otwarte więc boje się, że dorzucił tam trochę gigantojęzycznych toffi, Bill i Fleur podarowali mi łańcuszek z niebieskim wisiorkiem, Percy najnowsze wydanie prawa czarodziei, Charli małą żywą figurkę czerwonego smoka, a od Harry'ego dostałam pelerynkę z napisem Weasley, Fred wręczył mi zapakowaną w papier mała kartkę z napisaną godziną, datą i współrzędnymi, podejrzewałam, że to ma byś miejsce gdzie mamy się spotkać. Jeszcze długo siedzieliśmy razem, rozmawiając, śmiejąc się aż w końcu wszyscy poszliśmy spać. Harry był tylko jakiś nie w sosie.

Miejsce spotkania? Co z Fred robił? Czemu Harry był załamany??
Do przeczytania!!!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz