wtorek, 26 sierpnia 2014

Tato???

Weszłam do dormitorium i zaczełam wywalać wszytko z kufra (nie rozpakowałam się jeszcze). Trafiłam na czerwoną sukienkę, której Snape (przyszywany ojciec) nie pozowlił mi kupić striwerdził ze za bardzo wyzywająca, haha. Była czerwona i rozkloszowana, z przeźroczystym materiałem na ramionach i plecach. DO niej znalazłam balerinki (nie chciałam obcasów, bo wiedziałam, że bym na siebie uwagę za dużą zwróciła stukaniem obcasów). Chciałam ubrać na sukienkę szatę, aby nikt się nie zorientował ale i tak wystawała więc olałam to. Moje naturalnie kręcone włosy, lekko wyprostowałam (bez szaleństw), na twarz nałożyłam trochę podkładu (ujednolicił moją skórę) i maskarę na rzęsy. Byłam gotowa o 17:30. Postanowiłam zejść do pokoju wspólnego i udać się już na spotkanie. Przy kominku siedział Fred i George, widziałam jak Fred szturchnął Georga ,żeby mnie zobaczył. Pokiwałam do nich a on poklaskali niemo. Idąc do portretu spotkałam Wooda, wchodzącego właśnie przez porter, w korytarzyku było ciasno więc ustałam, żeby przeszedł koło mnie.
-O Wer, jak ładnie wyglądasz,
-Dziękuję -załapałam lekkiego buraka, w pewnym momencie chciał mnie pocałować, ale krzyknęłam żeby tego nie robił, bo jestem z Lee. Czuć od niego było Ognistą Whiskey. Krzyknęłam jeszcze raz jak mnie nie posłuchał. Nagle dzięki Bogu, pojawili się bliźniacy. Odciągnęli Wood'a, widziała jak Fred dał mu z liścia, ucieszyło mnie to. Zaczęli mówić żeby nauczył się nie przywalać do zajętych dziewczyn, pociągnęłam lekko do siebie Georga.
-Dziękuję, za pomoc
-Nie ma za co dziękować- mrugnął do mnie George, przytuliłam się do niego po przyjacielsku
-Miło się do ciebie przytula w taki stroju- znowu do mnie mrugnął, gdyby powiedział to ktos inny walnęłabym mu w twarz, ale w jego głosie słychac było tylko przyjacielską nutę. Uśmiechnęłam się do niego i wyszłam. Szłam prawie nie zauważona, ale przy ostatnim zakręcie stało się coś co mnie przeraziło. Na  dyżurze na 7 piętrze był mój przyszywany ojciec Snape.Szybo się cofnęłam ale jednak mnie zauważył
-Cofnij się moja panno! -zagrzmiał jego głos
-Tak Sev?-cofnęłam się niechętnie
-W szkole miałaś mówić profesorze
-Dobrze przepraszam Pnie profesorze -dałam duży nacisk na ostatnie 2 słowa.
-Gdzie to się wybieramy w takim stroju? Czy ja ci nie zabroniłem jej kupować?
-No zabroniłeś -opuściłam głowę
-A gdzie idziemy? Oczywiście gdyby nie to, że jesteś w takiej sukience, bez szaty i odznaki prefekta bym pomyślał, że chciałaś się przejść na patrol ale jednak bez odznaki w tej wyzywającej sukience gdzie idziesz?  -gdyby Sev mnie nie nauczył oklumencji, dawno znałby odpowiedź, dzięki Bogu opanowałam tą sztukę.
-Nie mówisz nic?
-Nie Profesorze bo nie chcę- powiedziałam
-Dobrze, żeby nie było że cie faworyzuję masz u mnie szlaban na hym... tydzień co dziennie o- spojrzał na zegarek- 17:50 tak jak cię znalazłem. A teraz odprowadzę cię do pokoju wspólnego. Szłam z nim kilka minut w ciszy. Byłam zła na siebie że nie pożyczyłam mapy huncwotów od bliźniaków. Ciekawe czy Lee mi wybaczy?
-No Wernis, co chcesz mi powiedzieć ?
-W jakiej sprawie tato ?- dokończyłam słowem tato bo zawsze to na niego działało.
-No w sprawie sukienki i tego gdzie szłaś. 
-Gdzie szłam to nieważne a co do sukienki. Kupiłam ją bo po prostu mi się podobał, oszczędziłam sama więc nie były to twoje galeony. -zawsze był hojny co do pieniędzy ale musiał najpierw sprawdzić co kupuję.- i wiesz zakazany owoc smakuję najlepiej
-No tak. Ale gdzie szłaś?
-Nie ważne
-Ważne, ważne !!! -wydarł się i zlękłam się na poważnie.
-No dobra szłam na randkę?
-Randkę?? A z kim? Gratuluję!- pamiętam, że był zawsze przychylny do chłopaków bo mu się życie nie udało a chciał żeby ja je miała dobre.
-Tak randkę, nie ważne z kim wcześniej czy później i tak się zorientujesz.
-No dobrze. To zmykaj ale już nie wychodź.
-Ale randka!! A jak się przebiorę to mogę??
-Nie i koniec! Żeby nie było, ze faworyzuję!
-Dobrze, cześć Sev- przeszłam przez obraz.
Wkurzona usiadłam na fotelu koło bliźniaków.
-Co jest? Co z randką?
-Snape mnie przyłapał!!! I zabronił wychodzić, żeby nie było, ze mnie faworyzuję.
-O to lipa.
-Noo, mam nadzieje, ze Lee mi wybaczy.
-Spokojnie, ona ma mapę więc zapewne widział, ze cię wziął.-powiedział Fred
-No , mówił na że od 17 będzie patrzył co robisz więc luz...-dokończył George
-Aha to dobrze, byle Sev go nie przyłapał.
-Nie przyłapie, Harry dał mu pelerynę żebyście mogli późno wrócić ale jednak on sam wróci.
-Aha- powiedziałam. Przez jakieś 5 minut panowała cisza.
-Macie może Ognistą? -zapytałam
-Nie, ale chcieliśmy iść do kuchni więc może...
-O to super pójdę z wami. Tylko się przebiorę.- nie zdążyli się sprzeciwić a ja już biegłam się przebrać. Ubrałam shorty i czarną bluzkę z godłem Slytherinu.
-Wer, jak myślisz co pomyśli Lee jak zobaczy że wymknęłaś się z nami a go olałaś?
-No tak nie pomyślałam, to przynieście mi Ognistą i hym... naleśniki -mrugnęłam do nich
-Ok, będziemy za jakieś 15 minut.
-Uważajcie na Snape'a
-Luzz -powiedział jeden. Nie odróżniłam już ich gdy stali tyłem. Nie wiedząc co zrobić postanowiłam podbiegać po pokoju współnym tworząc litery "P-R-Z-E-P-R-A-S-Z-A-M".
Lee to chyba zrozumiał bo za jakieś 10 minut przyszedł i spędziliśmy noc, pijąc Ognistą. A bliźniakom zakazałam mu cokolwiek mówić o Woodzie.


DO PRZECZYTANIA!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz